ABC udanej przeprowadzki

ABC udanej przeprowadzki

Przeprowadzka to dla wielu osób bardzo ważny krok w ich życiu. Często to zamknięcie pewnego rozdziału i szansa na rozpoczęcie kolejnego. Niezależnie od tego, czy jesteś studentem, który rozpoczyna studia w nowym mieście, rodziną, która przeprowadza się na drugi koniec Polski czy też ze względu na nową pracę wyjeżdżasz za granicę, warto, abyś wiedział, w jaki sposób sprawić, że proces przeprowadzki przebiegnie spokojnie i bez stresu.

Krok 1 – zaplanuj swoją przeprowadzkę

Niezależnie od tego, jak bardzo oddalone jest miejsce Twojej nowej destynacji, rozpoczynanie przeprowadzki bez żadnego przygotowania nie jest dobrym pomysłem. Podobnie jak zostawianie wszystkiego łącznie z pakowaniem na ostatnią chwilę. Przeprowadzka to nie jeden dzień, w którym przewozisz swoje rzeczy do nowego domu czy mieszkania. To cały proces, w skład którego wchodzi wiele różnorakich kwestii. Dlatego tak ważne jest, aby poszczególne kroki odpowiednio rozplanować w czasie. Postępowanie zgodnie z zaplanowanym harmonogramem sprawi, że przeprowadzka będzie o wiele łatwiejsza.

Przygotowując się do przeprowadzki, pamiętaj, aby o tym fakcie powiadomić właściwe instytucje, takie jak bank, swojego ubezpieczyciela, urząd skarbowy, elektrownię, dostawcę internetu i usług telekomunikacyjnych. Warto także anulować lub wstrzymać wszelkiego rodzaju subskrypcje. Odpowiednio wcześnie uzgodnij także ze swoim pracodawcą urlop.

Jeśli przeprowadzasz się za granicę, zgromadź wszelkie niezbędne dokumenty w jednym miejscu. Sprawdź ważność paszportu, dowodu osobistego oraz prawa jazdy. Pamiętaj, aby wykonać kopię wszystkich zabieranych ze sobą dokumentów.

Odpowiednio wcześnie skontaktuj się z wybraną firmą przeprowadzkową, która pomoże Ci w transporcie Twoich przedmiotów. Jeśli mieszkasz w okolicy województwa łódzkiego, świetnym wyborem będzie skorzystanie z usług firmy Fortis Przeprowadzkihttps://fortis-przeprowadzki.pl/.

Krok 2 – porządki i pakowanie

Pakowanie to proces, który warto rozłożyć w czasie. Zanim jednak zgromadzisz odpowiednie akcesoria jak kartony, taśmy, różnego rodzaju folie ochronne i bąbelkowe, wykonaj generalne porządki. Pakowanie w pośpiechu i stresie może sprawić, że zdecydujemy się zabrać ze sobą praktycznie wszystkie rzeczy, z czego część w nowym mieszkaniu może okazać się zupełnie zbędna. Generalny przegląd wyposażenia swojego dotychczasowego domu pozwoli nam ocenić, które ze sprzętów lub przedmiotów osobistych w dalszym ciągu będą nam potrzebne, a które z powodzeniem możemy oddać lub sprzedać. Dzięki temu zaoszczędzimy o wiele więcej miejsca.

Przystępując do pakowania, pamiętaj, aby osobno pakować odzież, książki, a także szkło czy porcelanę. W przypadku delikatnych i łatwych do uszkodzenia przedmiotów dobrze jest odpowiednio zabezpieczyć je folią bąbelkową, która skutecznie zminimalizuje ryzyko ich potłuczenia lub pęknięcia w trakcie transportu. Dobrze, aby waga zapakowanych kartonów nie przekraczała 25 kg. To zminimalizuje ryzyko ich uszkodzenia oraz zawartości podczas transportu.

Pamiętaj, aby dokładnie opisać każdy z kartonów i nie mieszać ze sobą przedmiotów o różnym przeznaczeniu, np. wyposażenia kuchni z przedmiotami osobistymi. Dokładne opisanie kartonów ułatwi Ci ich rozpakowywanie po przeprowadzce, dzięki czemu nie będziesz musiał otwierać wszystkich w poszukiwaniu np. kuchennych talerzy. Warto wykonać także spis inwentarza.

Krok 3 – transport przedmiotów

Przeprowadzka nie może obyć się bez firmy przeprowadzkowej. To przede wszystkim duże ułatwienie oraz komfort dla nas samych. Zamiast prosić o pomoc członków rodziny czy znajomych, warto wybrać osoby, które posiadają w tej kwestii fachowe doświadczenie i profesjonalne podejście, a także dysponują specjalistycznym sprzętem.

Ponadto coraz więcej firm przeprowadzkowych, w tym Fortis Przeprowadzki, oferuje dogodną usługę magazynowania. Oznacza to, że przez ustalony przez nas okres możemy przechowywać część ze swoich rzeczy jak meble, ubrania czy przedmioty, które do naszego nowego mieszkania mogą zostać przetransportowane później. Oprócz tego mamy pewność, że nasz dobytek jest przechowywany w odpowiednich warunkach.

Skomentuj

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Na co tak naprawdę masz wpływ?

Na co tak naprawdę masz wpływ?

Bardzo często słyszę, jak ludzie narzekają na rzeczy, na które zupełnie nie mają wpływu. To zabiera im sporo czasu i energii.

Na przykład… w biznesie można narzekać na klientów.

Albo na dostawców. Na hurtownie. Na banki. Na aplikacje. Na sytuację. Na bieżącą rzeczywistość. Na to, że takie a nie inne mamy czasy. Na cokolwiek jeszcze sobie wymarzysz.

Tak naprawdę możesz znaleźć setki rzeczy, spraw, osób, na które możesz narzekać. Jednak cały sekret w tym, żeby przestać marnować czas i energię na to, na co absolutnie nie masz wpływu.

Bo zastanówmy się… co Ci z tego, że coś jest nie tak, jak chcesz, żeby było?

Narzekanie i koncentrowanie się na problemie, z którym nic nie możesz zrobić przynosi straty.

Nie wiedziałaś? Wydawało Ci się zapewne, że tylko zostajesz w miejscu. Nie. Cofasz się. Marnujesz czas i siły. Bo widzisz…

Każde działanie do czegoś prowadzi

To, że wydaje Ci się, że coś nie przynosi rezultatów, to nie do końca prawda. Wszystko, absolutnie wszystko prowadzi do jakichś rezultatów. Jeśli skupisz się na niewłaściwych działaniach, po prostu otrzymasz rezultaty, których nie chcesz.

Dlatego proponuję…

Skup się na tym, na co masz wpływ

Tylko wtedy możesz cokolwiek zmienić. Mam na myśli „na lepsze”.

Skupienie się na tym, na co masz wpływ automatycznie też zmotywuje Cię do działania. Zamiast narzekać i wiecznie blokować się, bo coś jest nie tak, jak chcesz, zaczniesz wreszcie robić coś, żeby było dobrze.

Ja na przykład choruję na cukrzycę typu 1. To jest choroba nieuleczalna, więc nie mam wpływu na to, że na nią choruję. Owszem, mogę siedzieć i narzekać, jak bardzo cukrzyca utrudnia mi życie (bo mimo, że dostępna jest już zaawansowana technologia, ułatwiająca lepszą kontrolę choroby, ciągle jednak choroba wpływa na codzienne funkcjonowanie). Mogę też roztrząsać dlaczego zachorowałam (choć do dziś nie wiadomo, co jest przyczyną cukrzycy typu 1). Jednak to są rzeczy, na które nie mam wpływu.

Mam za to wpływ na to, jak wyglądają moje poziomy cukru. Mam wpływ na to co jem, ile ćwiczę i ile insuliny biorę. To są jedyne czynniki, na które mam wpływ. Dlatego na nich się właśnie koncentruję. Nie marnuję czasu ani energii na narzekanie, jak to strasznie mi źle z moją chorobą.

A w biznesie? Na co mam wpływ?

Na ilość pracy, którą wkładam w moją firmę.

Na to, czy pracuję nad sobą, żeby się rozwijać, żeby stawiać czoła nowym wyzwaniom.

To ode mnie zależy, co myślę (serio – nikt nie może Ci narzucić tego, co masz myśleć, to jest bardzo uwalniająca informacja, kiedy sobie uświadomisz, że w tym aspekcie naprawdę możesz wszystko!).

Mam wpływ na ceny, jeśli prowadzę własną firmę.

Mam wpływ na to, co robię i jak komunikuję się z klientami, czy współpracownikami.

Absolutnie nie mam wpływu na innych ludzi. Ani oni na mnie. Mogę za to decydować o tym, jak zareaguję na to, co od nich usłyszę, albo na ich działania. I czasami reaguję fatalnie. Na hejterów, maruderów i innych mądrali. Ale to ciągle moja odpowiedzialność, jeśli się dołuję lub wściekam.

Mam wpływ na cele, które sobie wyznaczam i na to, czy je realizuję.

Jak widzisz na wiele rzeczy mam wpływ. Ty także.

Dlatego skup się na tym, co możesz zmieniać, modyfikować, ulepszać

Zachowaj na to swoją energię, zamiast na narzekanie i szukanie usprawiedliwień czy wymówek.

Zobaczysz, jak szybko poczujesz różnicę, jeśli chodzi o efekty Twoich działań.

 

Skomentuj

3 Komentarze

  1. Lubię czytać twoje wpisy. Motywują mnie do działania. Sama próbuję odnaleźć własną drogę w biznesie. Mam nadzieję, że mi to się w końcu uda. 🙂

  2. Obecnie największy wpływ mamy własnie sami 🙂 wszystkie decyzje i rozwiązania. Dlatego nie warto bać się tylko próbować nowych możliwości.

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Planowanie – dlaczego musisz natychmiast przestać?

Planowanie – dlaczego musisz natychmiast przestać?

Planujesz? Świetnie! Pod warunkiem, że planowanie zajmuje Ci mniej czasu, niż faktyczne działanie.

Nie można działać bez planu. Ale doskonale wiem, że mnóstwo osób nigdy nie przekracza granicy, między planowaniem i działaniem.

Poniżej przedstawię Ci kilka dobrych powodów, dla których powinnaś natychmiast porzucić planowanie i od razu przystąpić do działania.

 

Powód nr 1 – rok 2019 już trwa

Pewnie nie zdążyłaś jeszcze na dobre się rozkręcić. Ale czasu nie zatrzymasz. Ostatnio mam nawet wrażenie, jakby świat przyspieszał, Ziemia kręciła się szybciej, a kalendarz gdzieś gubił swoją objętość.

Jeśli nadal tkwisz z kartką i ołówkiem w ręku, rysujesz, nakreślasz, planujesz, ale jeszcze nic nie zrobiłaś w kierunku realizacji Twoich celów na 2019 rok, one już Ci uciekają.

Planowanie jest cudowne. Siedzisz i rozmyślasz, jak pięknie będzie, kiedy już osiągniesz to, o czym właśnie fantazjujesz. Nie boli, bo jest Ci ciepło, przyjemnie, masz przy sobie kubek z kawą i nikt Cię nie ocenia. Nie ma szans, żebyś poniosła porażkę, bo przecież… wszystko jest dobrze ukryte przed całym światem. Możesz tak planować całymi godzinami, całymi dniami, tygodniami, a nawet… latami.

Tymczasem życie ucieka. Tymczasem ktoś inny gdzieś obok powiedział „dość”. Odłożył ołówek, notes i wszystkie te piękne wizje. I po prostu zaczął działać. Nie jutro, nie wtedy, kiedy będzie dobry moment, ale właśnie teraz. Bo teraz jest najlepszy moment na działanie.

Powód nr 2 – świat bardzo szybko się zmienia

Jeśli utkniesz na etapie planowania (na przykład Twojego pomysłu na biznes) może się okazać, że to, co wymyśliłaś jest już nieaktualne. Możesz stracić mnóstwo czasu.

I absolutnie nie namawiam Cię do rzucania się na głęboką wodę i bezmyślnego zakładania firmy, której nie przemyślałaś i nie zaplanowałaś. Po prostu po etapie planowania musi przyjść czas na działanie. Problem pojawia się wtedy, kiedy to działanie nigdy nie następuje.

Jeśli chcesz z sukcesem prowadzić firmę, bardzo ważną sprawą jest szybkie reagowanie na zmiany. Jeśli spędzisz 2 lata na planowaniu Twojego biznesu i będzie to jedyne działanie z Twojej strony, może się okazać, że się spóźniłaś.

Powód nr 3 – wróg w Twojej głowie

To wbrew pozorom bardzo ważny powód, żeby natychmiast przestać planować.

W Twojej głowie siedzi niezwykle wydajny mechanizm, wyposażony w super moce i pragnący zniszczyć Twoje wielkie marzenia. Serio. I to nie jest żaden Obcy. To Twój własny mózg.

Twój własny mózg sabotuje Cię na każdym kroku, wymyślając wymówki i snując czarne scenariusze. To on podpowiada Ci te wszystkie nieszczęśliwe zakończenia, snuje wizję końca świata i każe Ci żyć w ciągłym strachu przed tym, co mogłoby się wydarzyć, gdybyś była na tyle nierozsądna, żeby wychylić nos spod ciepłej kołdry i ruszyć w świat ze swoim pomysłem. To on każe Ci uważać na wszechobecne zagrożenia, obawiać się reakcji innych ludzi i siedzieć cicho tam, gdzie akurat jesteś.

To wszystko dla Twojego dobra i bezpieczeństwa.

Tyle, że Twój mózg… po prostu nie nadążył za rozwojem świata. Ma nieaktualną bazę danych, według której ciągle wypatruje niedźwiedzi, tygrysów szablozębnych i innych strasznych stworzeń.

Naprawdę nie musisz go słuchać. 

To tak, jakby wprowadził się do Twojego domu jaskiniowiec. Twój mózg zachowuje się dokładnie w taki sposób. Wyobraź sobie, jak jaskiniowiec zareaguje na dzwonek telefonu. Albo na live’a na Facebooku, albo na fakt, że masz występować publicznie przed 1000 osób. Ucieknie? Wpadnie w panikę? No to zobacz, jak podobnie reaguje Twój mózg.

Dlatego im dłużej trzymasz go w bezpiecznej szafie planowania, tym dłużej on będzie cieszył się ciepłem i spokojem, jaki tam panuje.

Jeśli będziesz wiedziała, co cię czeka ze strony Twojego sabotażysty, kiedy wytargasz go z tej szafy, łatwiej Ci będzie przygotować się i po prostu przetrwać ten moment buntu z jego strony.

Pamiętam, jak strasznie bałam się reakcji bliskiej mi osoby na moją ważną życiową decyzję o przeprowadzce. Rozmawiałam wtedy z kimś na tyle rozsądnym, kto zapytał: „co się stanie, kiedy jej powiesz?”. Wiedziałam, co się stanie. Panika, obrażanie się, fochy, wymyślanie wszelkich możliwych czarnych scenariuszy, próby szantażu emocjonalnego, żebym tylko nie robiła „głupstw”.

„No to już wiesz, co Cię czeka, więc możesz iść i powiedzieć o swojej decyzji” usłyszałam. I rzeczywiście tak było. Wiedziałam, co mnie spotka, mogłam więc ze spokojem to przeczekać.

Twój mózg zacznie panikować, kiedy zaczniesz robić nowe rzeczy. Kiedy porzucisz wieczne planowanie na rzecz faktycznego działania będziesz czuła się niekomfortowo.

Teraz już o tym wiesz, możesz więc spokojnie przystąpić do działania. Wiesz, co Cię czeka, wiesz, że to nie będzie komfortowe, ale równocześnie wiesz, że to nic takiego, z czym nie mogłabyś dać sobie rady. Po prostu przeczekaj to. Jak fochy panikującego jaskiniowca, który po prostu boi się tego, czego nie zna i nie rozumie.

 

Powód nr 4 – strach będzie z Tobą przez cały czas

Wiele osób nie realizuje swoich celów, ponieważ myślą, że zaczną je realizować, jak już przestaną się bać. Tylko problem w tym, że strach nie znika. Cokolwiek byś nie robiła, on będzie z Tobą w całym procesie planowania.

Dopiero działanie pozwoli Ci go zagłuszyć. Nawet nie zlikwidować, ale po prostu uciszyć na tyle, żebyś mogła spokojnie zająć się tym, co ważne.  Żeby już Cię nie powstrzymywał i nie paraliżował. W miarę, jak będziesz działać, on będzie się zmniejszał.

Kiedy zobaczysz, że coś, czego tak panicznie się bałaś, tak naprawdę poszło gładko, spojrzysz na swój strach z innej perspektywy, pod nieco innym kątem, trochę z góry. A jak patrzymy na coś z góry, wydaje się mniejsze.

I tak, jak pisałam wczesnej, kiedy masz świadomość, że strach będzie obecny, nie musisz się już bać, wiesz, co Cię czeka, wiesz, że to nic takiego, możesz już zabrać się do działania.

Jeśli wciąż uważasz, że Twój plan nie jest idealny – zobacz nagranie Kamili Rowińskiej o tym, jak skutecznie wyznaczać swoje cele. Najlepiej bez odkładania na lepszy moment. Bo lepszego momentu nie będzie. Najlepszy moment jest teraz.

Skomentuj

1 Komentarz

  1. Coś w tym jest, ja nie wybiegam za bardzo w przyszłość, raczej skupiam się na planowaniu z dnia na dzień, żeby móc pracować efektywniej. Takie planowanie na pewno pomoże w osiąganiu zamierzonych celów, ale nie ma sensu zastanawiać się, co będziemy robić na przykład za 5 lat, życie bywa przewrotne.

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Jak sprytnie oszczędzić mnóstwo czasu?

Jak sprytnie oszczędzić mnóstwo czasu?

Jak odnaleźć czas, który przecieka przez palce? Każda z nas ma te same 24 godziny na dobę. Jednak wykorzystujemy je bardzo różnie.

Są takie dni, kiedy w ciągu 24 godzin nie zrobisz prawie nic, nie posuniesz swojego życia ani biznesu nawet o milimetr do przodu, a jednak czujesz się zmęczona i przytłoczona.

Kiedy indziej zastanawiasz się, jak to możliwe, że w zdążyłaś już poćwiczyć, posprzątać mieszkanie, zrobić zakupy, napisać e-booka, zadzwonić do 6 klientów, zorganizować wysyłkę, pakowanie, zaplanować cele na kolejne 3 miesiące, napić się kawy, zawieźć dzieci do szkoły, odebrać dzieci ze szkoły, zrobić sweter na drutach i przygotować zdrowe posiłki na kolejny tydzień. A dopiero 15:00.

 

Cały sekret tkwi w oszczędzaniu czasu

No może nie cały, bo z pewnością będą takie dni, kiedy Twoja energia nie będzie na odpowiednim poziomie, kiedy nie dasz rady działać produktywnie, kiedy nawet nie będziesz miała na to ochoty.

Wiele jest tu też udziału odpowiedniej organizacji, planowania i Twoich nawyków.

Jednak istnieją sposoby, które pozwolą Ci oszczędzić czas, zrobić więcej mniejszym kosztem, szybciej uporać się z wieloma zadaniami. Podam Ci takie, które sprawdzają się u mnie, prawdopodobnie dzięki nim jestem w stanie zmieścić w moim życiu naprawdę sporo.

Kiedy masz mnóstwo zainteresowań, przy tym cierpisz na nieuleczalną chorobę (którą musisz codziennie kontrolować, podejmować mnóstwo związanych z nią decyzji i która czasem bardzo Cię wyczerpuje fizycznie – tak wygląda życie z cukrzycą typu 1 ), do tego pracę i samotnie wychowujesz dziecko, rozsądne gospodarowanie czasem wydaje się niezwykle przydatne.

Nie zawsze oczywiście wszystko będzie możliwe, ale jeśli będziesz pamiętać o tych sposobach, w sytuacji, kiedy będzie to niezbędne (na przykład w okresie przedświątecznego szaleństwa) możesz się nimi posiłkować, żeby wygrać nierówną walkę z Twoją listą rzeczy do zrobienia.

 

Mój najważniejszy sposób na oszczędność czasu – unikanie pustych przebiegów

Kiedy mam mnóstwo spraw do załatwienia, staram się załatwiać je niejako „po drodze”.

Kiedy jadę w jakieś miejsce, zastanawiam się, jak rozplanować podróż, żeby nie tracić przy tym czasu. Staram się załatwiać sprawy „po kolei”, na przykład odwiedzając miejsca, w które muszę się udać w kolejności „lokalizacyjnej” – żeby nie jeździć tam i z powrotem, tylko załatwić wszystko za jednym razem.

Kiedy umawiam się wiec z kimś na konkretną godzinę, staram się tak wszystko rozplanować, żeby na przykład bezpośrednio ze spotkania pojechać po dziecko do szkoły, zamiast niepotrzebnie tracić godzinę na powrót do domu i drugą „wyprawę” po dziecko.

Wbrew pozorom możesz w ten sposób zaoszczędzić naprawdę sporo czasu (a często też pieniędzy na bilety czy benzynę).

 

Wykorzystuj każdą chwilę, żeby oszczędzić czas

Dzisiaj naprawdę nie ma już niemożliwego.

Kiedyś (tak, były takie czasy!) stojąc w kolejce, lub czekając w poczekalni można było jedynie rozmyślać o niebieskich migdałkach, ewentualnie podziwiać kafelki na podłodze, czy inne elementy wystroju pomieszczenia. Dzisiaj ten czas możesz wykorzystać na wiele sposobów.

Siedząc w poczekalni napisałam ostatnio artykuł na bloga.

Aplikacje, które masz w swoim smartfonie mogą albo odciągać Cię od tego, co ważne, albo pomóc Ci maksymalnie wykorzystać czas, którym dysponujesz dla większej produktywności. To ty decydujesz, jaki użytek z nich zrobisz.

 

Oszczędzasz czas, kiedy odkładasz na miejsce

Jeśli nie przepadasz z panicznym poszukiwaniem rzeczy, które nie masz pojęcia gdzie położyłaś, to będzie świetny sposób. Dla każdej rzeczy w Twoim domu czy biurze powinno być przeznaczone jakieś miejsce.

Jeśli będziesz ZAWSZE (słowo klucz) tę rzecz na miejsce odkładać, zaoszczędzisz mnóstwo czasu i nerwów. Zastanowisz się też dwa razy, zanim kupisz niepotrzebne bibeloty (najpierw pomyśl, czy masz dla nich przeznaczone miejsce w domu).

Przy okazji – cudownym sposobem na utrzymanie porządku, który usłyszałam niedawno w jednym z podcastów jest posiadanie w domu dokładnie takiej ilości wieszaków na ubrania, ile ma się ubrań. Kiedy planujesz kupić coś nowego, musisz podjąć decyzję, czego się pozbędziesz, żeby to nowe znalazło swoje miejsce.

 

Określ priorytety, a oszczędzisz mnóstwo czasu

Zarówno w życiu prywatnym, jak i prowadzeniu firmy są takie sprawy, które po prostu musisz zrobić, i to osobiście. Jest też dużo spraw drobnych, pobocznych, które jakoś, kiedyś, przez kogoś muszą zostać załatwione, ale świat się nie zawali, jeśli stanie się to w bliżej nieokreślonej przyszłości i załatwi to zupełnie inna osoba.

Takimi sprawami po prostu nie zawracaj sobie głowy, albo…

 

Naucz się delegować

To wbrew pozorom nie jest prosta umiejętność, bo wszyscy wiemy, że nikt tak dobrze nie zrobi tego, co jest do zrobienia, jak Ty sama.  Jednak umiejętność delegowania polega właśnie na tym, żeby ta czynność  została zrobiona (prawie) tak dobrze, jak gdyby została zrobiona przez Ciebie, a Ty w tym czasie mogłabyś zająć się tym, co w tej chwili najbardziej istotne i kluczowe dla Twoich celów.

Chociaż może Ci się wydawać, że nauczenie kogoś wykonywania jakiegoś zadania, którym obecnie zajmujesz się osobiście zajmie Ci więcej czasu, niż gdybyś zrobiła to sama, pomyśl, że jeśli ta czynność jest powtarzalna, w dłuższej perspektywie oszczędność czasu może być ogromna.

 

Automatyzacja i grupowanie zadań

Kiedy to piszę, wydaje mi się to oczywiste, jednak widzę, że nie wszyscy korzystają z tych dwóch narzędzi. Tam, gdzie to możliwe staraj się automatyzować działania. Sprawnie działające lejki marketingowe (w biznesie online) pozwalają, żeby Twój marketing w większości odbywała się „na autopilocie”. Układasz taki lejek raz, dzięki czemu ze wzrostem liczby klientów nie masz problemu ze zwiększoną ilością pracy.

Grupowanie zadań z kolei oszczędza Ci długie godziny, które w innym wypadku spędzałabyś na codziennym pisaniu postów do mediów społecznościowych, lub na przykład gotowaniu obiadu na jeden dzień (ja wolę korzystać z takiego wynalazku, jak gotowanie na zapas i mrożenie).

 

Kiedy pracujesz – pracuj na 100%, kiedy odpoczywasz – odpoczywaj na 100%

Wbrew pozorom pozwoli Ci to oszczędzić czas. Bo kiedy pracujesz na 100%, zrobisz więcej. Kiedy odpoczywasz na 100% będziesz w stanie lepiej się zregenerować, a następnym razem… pracować bardziej wydajnie.

Wyrób więc  w sobie nawyk robienia wszystkiego na 100%. To bardzo miłe uczucie, kiedy po całym dniu pracy, w której wiesz, że dawałaś z siebie wszystko możesz poświęcić się takiemu naprawdę 100%-owemu odpoczynkowi.

Dużo na temat czasu znajdziesz też TUTAJ

 

 

 

 

Skomentuj

3 Komentarze

  1. Dzięki za ten wpis. Ja pod koniec dnia zawsze mam wrażenie, że nie wykorzystałam go w 100%, u mnie problemem jest odkładanie na później, nie potrafię też skupić uwagi dłużej, niż 15-20 minut, muszę wstać od biurka i tyle. Dobra rada – trzeba na 100% pracować, ale i na 100% odpoczywać.

  2. Super wpis, dzięki! Ja mam ostatnio wrażenie, że czas biegnie nie tak jakbym tego oczekiwał. Zdecydować muszę pomyśleć nad zmianą organizacji pracy.

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Marketing zakupowy, czyli jak nie dać się oszukać

Marketing zakupowy, czyli jak nie dać się oszukać

Jak nie dać się oszukać na zakupach?

Gorące wyprzedaże poświąteczne ruszyły pełną parą. Uwielbiamy ten czas, ponieważ często udaje nam się „upolować” nie lada okazje. Jednak, czy przy okazji takich zakupowych polowań nie padamy ofiarą manipulacji sprzedawców?

Poniżej zebrałam kilka ciekawostek, dzięki którym dowiesz się, jak to się dzieje, że czasem wracasz z zakupów z czymś, czego zupełnie nie planowałaś kupić. Jeśli na ten rok masz w planach oszczędzanie, może uda Ci się dzięki tej wiedzy robić zakupy nieco bardziej świadomie.

 

Pisząc ten artykuł zastanawiałam się, czy nie zostanie on odebrany negatywnie, ponieważ blog czytają głównie osoby przedsiębiorcze. Zwykle staram się podpowiadać jak zwiększać sprzedaż, jak używać wiedzy o tym, jak działa ludzki mózg, żeby sprzedawać więcej.  A tu nagle sekrety sprzedawców?

Tak. Ponieważ wiele z nas pada ofiarą „sztuczek”, których zupełnie nie jesteśmy świadome. To, że zachęcam Cię do zdobycia wiedzy na temat merchandisingu i zwiększenia sprzedaży w Twoim sklepie, wynika z tego, że wierzę, że jako czytelniczka tego bloga podchodzisz do biznesu świadomie i odpowiedzialnie. Wierzę, że sprzedajesz produkty dobrej jakości, które pomagają Twoim klientom. Nigdy nie namawiam do „wciskania na siłę”, byle tylko sprzedać.

Merchandising, którego uczę w kursie, podobnie, jak wszystkie „neuromarketingowe triki” mają na celu zwiększenie sprzedaży, przy jednoczesnym zwiększeniu zadowolenia klienta z zakupu, przez poprawienie jakości jego doświadczeń.

Ufam też, że z zysków część kwoty wpłacasz na cele charytatywne i przyczyniasz się do zmiany świata na lepsze.

Z drugiej strony wiem, że sama często nieświadomie wydajesz ciężko zarobione pieniądze, wpadając w pułapki zastawiane przez wielkie sieci handlowe. Padasz ofiarą „sztuczek”, których celem wcale nie jest zwiększenie Twojego zadowolenia z zakupu, ale wyłącznie zwiększenie sprzedaży. Część promocji, organizowanych przez wielkie sieci zastrzega sobie w regulaminie brak możliwości zwrotów zakupionych produktów, co moim zdaniem jest nie całkiem w porządku.

Dlatego mam nadzieję, że ten artykuł uchroni Cię przed zbędnymi wydatkami, takimi, które niosą tylko niezadowolenie i frustrację.

Przechodzimy więc do sedna…

 

Dlaczego tak trudno nam się oprzeć zakupom?

Jak zwykle winny jest nasz mózg. To wspaniałe urządzenie robi wszystko, żebyśmy przetrwali. Jednak zupełnie nie jest gotowe na obecne warunki życia. Nasz mózg bowiem wykształcił mechanizmy, które pozwoliły nam przetrwać całe wieki temu, kiedy to konieczne było gromadzenie jedzenia, jak najszybsza obrona przed drapieżnikami i oczywiście przekazanie swoich genów przyszłym pokoleniom.

Dzisiaj jedzenia mamy pod dostatkiem, drapieżniki trzymamy w klatkach i terrariach, a o przekazywaniu genów decydujemy w znacznie większym stopniu, niż kiedy decydowała o tym jedynie natura. Ale mózg ciągle poluje, ciągle szuka zagrożeń i sposobów na prokreację.

Ale co z tym wspólnego mają Twoje zakupy? Bardzo wiele. Kiedy wchodzisz do supermarketu… zaczyna się polowanie…

 

Gratis, który musisz mieć

Jako wytrawny łowca nie możesz sobie pozwolić, żeby przegapić okazję. Więc sprzedawcy proponują gratis.

Do opakowania kawy dostajesz kubek. To oczywiste, że musisz go mieć. Choć jeszcze wczoraj nie miałaś pojęcia, że go potrzebujesz. Co gorsza, ta marka kawy akurat nie jest Twoją ulubioną, bez kubka kupiłabyś inną. Ale mózg podpowiada, że jeśli nie zdobędziesz tego kubka, Twoje życie nie będzie idealne. Bo tylko w tym kubku kawa smakuje jak w reklamie, czyste i roześmiane dzieci bawią się na dywanie, a Ty delektujesz się spokojem i popijasz pyszny napój.

 

Dlatego zanim skusisz się na gratis, warto zadać sobie kilka pytań:

Czy bez gratisu i tak kupiłabym ten produkt?

Czy cena produktu z gratisem jest taka sama, jak produktu bez gratisu (inaczej nie jest to żaden gratis!)?

Czy naprawdę potrzebuję tego gratisu?

 

Gratisy są fajne, o ile rzeczywiście są nam do czegoś potrzebne. W innym przypadku zwykle zagracają jedynie przestrzeń. Jeśli dostajesz w gratisie puszkę do herbaty, ale zupełnie nie pijasz herbat, może tak naprawdę wcale jej nie potrzebujesz? Mimo, że jest piękna. Nie wszystko, co piękne jest Ci potrzebne.

 

Kolor opakowania wpływa na to, jak oceniasz zawartość

Nasz prymitywny, gadzi mózg nie zadaje sobie trudu na drobiazgową analizę składu produktu. Podejmuje decyzje na podstawie informacji, które otrzymuje najszybciej odnośnie tego, czy coś jest wartościowe i jak działa.

Dlatego często ocenia… po kolorze.

Niebieski to skuteczność i zaufanie. Dlatego tak często spotkasz go w związku z instytucjami finansowymi.

Czerwony to siła, energia, moc. Czerwone tabletki przeciwbólowe według badań szybciej i silniej usuwają ból, niż identyczne w składzie tabletki białe. Tak bardzo podatni jesteśmy na nieuświadomione podpowiedzi naszej prymitywnej części mózgu. On po prostu idąc na skróty uważa, że czerwone równa się silne. I kropka.

Dlatego czasem kupujesz coś, czego byś normalnie nie kupiła, ponieważ po kolorze opakowania automatycznie uznajesz, że będzie skuteczne. Jak się przed tym bronić? Zastanów się, czy gdyby ten sam produkt był w zupełnie innym opakowaniu, też chciałabyś go kupić.

 

Ograniczenie dostępu sprawia, że chcesz kupić więcej

Uwielbiamy zdobywać. Zwłaszcza, kiedy istnieje ryzyko, że mogłoby się nam nie udać. Kiedy ktoś nam czegoś zabrania, chcemy tego bardziej. Dlatego, jeśli wchodząc do supermarketu zobaczysz informację o wyprzedaży, ale z ograniczeniem (na przykład wyłącznie 5 sztuk na osobę), wiedz, że bez tego ograniczenia nawet nie przyszło by Ci do głowy, żeby tego produktu kupić aż 5 sztuk.

A teraz po pierwsze 5 sztuk masz już w koszyku (bo to przecież musi być super oferta, dlatego ograniczyli możliwość zakupu większej ilości), a po drugie kombinujesz, jak zdobyć kolejne 5.

Jak się przed tym bronić? Pomyśl, ile sztuk kupiłabyś normalnie, gdyby produkt nie był w promocji. Zwykle okazuje się, że jedną. Jeśli policzysz, ile zapłaciłabyś za jedną sztukę w zwykłej cenie, a ile za 5 w promocyjnej, może okazać się, że jednak kupowanie od razu 5 wcale nie jest aż taką okazją, jak wcześniej się wydawało.

 

Downsizing, czyli manipulowanie ilością produktu w opakowaniu

Czasem coś, co wydaje Ci się promocją, wcale nią nie jest. Jednak downsizing bazuje akurat na tym, że cena produktu zostaje taka sama, ale zmienia (zmniejsza się) jego ilość. W efekcie za te same 15.99 mamy już nie 250 a 200 ml szamponu.

Ten efekt jest dość łatwy do przeoczenia, ponieważ czasem opakowanie jest całkiem spore, a w środku ilość produktu mniejsza. Na przykład ogromne paczki chipsów, wypełnione produktem nawet nie w połowie. Kiedy jesteś przywiązana do jednej marki, nie sprawdzasz przy każdych zakupach pojemności opakowania, bo najprawdopodobniej nawet nie pomyślisz o tym, że producent mógłby postąpić w ten sposób.

Jak się przed tym bronić? Sprawdzaj cenę za jednostkę miary. Sprawdź, ile kosztuje litr, czy kilogram produktu, żeby nie dać się nabrać na potencjalnie tańszy produkt, którego po prostu jest w opakowaniu mniej.

Kolejną sztuczką, z którą strasznie trudno jest sobie poradzić, jest stosowanie różnych objętości podobnych produktów. Kiedy masz wybrać pomiędzy 180 ml produktu za 25.99 a 250 ml produktu za 34,99, strasznie ciężko Ci policzyć, który z produktów jest tańszy. W takich sytuacjach pomagają zwykle informacje o cenie za 100ml (zwykle znajdziesz je drobnym drukiem obok ceny).

 

Facing, czyli widzimy i cenimy

Zastanawiałaś się kiedyś, dlaczego na sklepowych półkach niektóre produkty są poukładane po 2-3 sztuki, a inne zajmują prawie całą półkę? Kiedy widzimy jakiś produkt częściej (a zdecydowanie częściej widzimy ten, którego wystawionych jest kilkanaście, czy kilkadziesiąt sztuk) lubimy go bardziej. Pisałam o tym szczegółowo w artykule „Efekt czystej ekspozycji” .

Dodatkowo, kiedy widzimy, że danego produktu na półce jest więcej, pojawia się w naszej nieświadomej części mózgu myśl, że być może jest na niego aż tak duże zapotrzebowanie. A tutaj już do gry wkracza dowód społeczny – skoro inni kupują, to musi oznaczać, że wiedzą coś więcej niż ja…

 

Śmiesznie niska cena

Laptop w cenie capuccino? Głupotą byłoby się nie skusić. Zaledwie złotówka dziennie. Śmiesznie niska cena za taki sprzęt.

Czasem możesz skusić się na spory wydatek tylko dlatego, że ktoś przeliczy jego cenę na dni. To bardzo sprytne zagranie pozwoli Ci usprawiedliwić swoją chęć zakupu tego produktu, jednak… jeśli przeliczysz w ten sposób wszystkie swoje wydatki, okaże się, że na przykład ten laptop stanowi 50% Twojego dziennego budżetu, bo za drugie tyle opłacasz rachunki, kupujesz jedzenie i wydajesz na wszelkie inne istotne sprawy.

Pamiętaj więc, że przeliczanie ceny na mniejsze kwoty, dzienne albo tygodniowe, stosowane jest po to, żeby zmniejszyć Twój ból związany z płaceniem. Bo to przecież śmiesznie niska kwota.

 

Promocja, która wcale nie jest promocją

To już moim zdaniem działanie kompletnie nieuczciwe, jednak ciągle praktykowane.

Jeśli sprzedawca chce sprzedać dany produkt, czasem zamiast faktycznie obniżyć cenę, podwyższa fikcyjnie cenę, skreśla ją i stara cena nagle jest tą promocyjną. Albo podwyższa ceny na dzień przed wyprzedażą, żeby stworzyć wrażenie promocji cenowej.

Zanim kupisz coś przecenionego o 75%, zastanów się, czy rzeczywiście przed przeceną kosztowało tyle, ile twierdzi sprzedawca. Jeśli „polujesz” na jakiś produkt, warto zrobić zdjęcie metki, żeby kiedy pojawi się on w promocyjnej cenie mieć pewność, że jest tańszy, niż w cenie regularnej.

 

Złota strefa, czyli zakupy impulsowe

Kiedy stoisz już w kolejce do kasy, zaczynasz robić zakupy pod wpływem impulsu. To taki rodzaj nagrodzenia siebie za dobre polowanie.

Bo przecież udało Ci się zapełnić koszyk nie lada zdobyczami, kupiłaś wszystko z listy i jeszcze „ustrzeliłaś” kilka świetnych okazji.  No to jeszcze guma do żucia, długopis, papierosy, batonik…. Te produkty nie były nigdzie na liście Twoich zakupów, a jednak kupiłaś je zupełnie nie zwracając uwagi na cenę, czy na to, czy rzeczywiście są Ci potrzebne.

Strefa kas nie bez powodu nazywana jest „złotą strefą”. Dobrze zaprojektowana ekspozycja w strefie kas może zwiększać sprzedaż wystawionych tam produktów nawet o 50%. Z tej strefy pochodzi co czwarty produkt, który kupujemy. Większość z nich kupowana jest wyłącznie pod wpływem impulsu, produkty umieszczane w strefie kas nazywa się nawet produktami impulsowymi.

Następnym razem, kiedy będziesz czekać w kolejce, zamiast przeglądać ekspozycję w strefie kas przyjrzyj się, jak wiele osób kupuje właśnie produkty impulsowe umieszczone w tym miejscu. Będziesz zaskoczona, a przy tym oszczędzisz kilka złotych.

 

Powodzenia.

ZOBACZ TEŻ MATERIAŁ

DVD „6 kroków do budowania stabilizacji finansowej” – nagranie webinarium

Skomentuj

1 Komentarz

  1. Niestety było tak od zawsze i będzie przez wiele lat 🙂 tak samo jak BLACKFRIDAY promocja która jest ale naprawdę jej nie ma;/

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

A gdyby tak kolejny rok zaplanować inaczej?

A gdyby tak kolejny rok zaplanować inaczej?

Co roku robimy całą listę postanowień. Nawet nie planów. Po prostu zapisujemy, albo, co gorsza czasem nawet nie zapisujemy, co byśmy chcieli w tym roku osiągnąć. Najczęściej na tym się kończy.

Są tacy, którzy przez 2, góra 3 tygodnie robią coś w celu zrealizowania tego wszystkiego, co sobie na tej liście umieścili. Są też tacy, którzy planują, rozpisują i… konsekwentnie realizują. Do skutku.

Jak zaplanować kolejny rok, żeby osiągnąć więcej?

W tym roku postanowiłam zrobić listę postanowień (tfu! planów!) na 2019 rok trochę na odwrót.

Zabawmy się w podróż w czasie.

Ponieważ w kwestii realizowania celów często używam metody Vonegutta (cofanie się od osiągniętego celu kilka kroków wstecz i ustalanie, co musi zostać spełnione, żeby ten etap był osiągnięty), tym razem wypróbuję ją w kontekście całego roku.

Może to brzmi śmiesznie, dziwnie i nierozsądnie, ale właściwie dlaczego nie spróbować?

W skrócie wygląda to następująco.

Przenoszę się w myślach w rok 2020. A potem wspominam i podsumowuję rok 2019.

Dlaczego ta metoda ma być bardziej skuteczna, niż zwykłe snucie postanowień na Nowy Rok?

Po pierwsze  zaczynasz wyobrażać sobie siebie w nowej roli.

Żeby osiągnąć coś, czego do tej pory nie zrealizowałaś, musisz stać się kimś, kto jest zdolny do osiągnięcia tego. Zwykle musisz nauczyć się czegoś nowego, albo pokonać jakieś swoje nawyki, lęki, słabości. A najczęściej jedno, drugie i pierdyliard innych szczegółów.

Kiedy wyobrażasz sobie siebie w przyszłości, jak by to mogło być, gdybyś zrealizowała swój plan… to jest takie odległe i nierealne. Przynajmniej ja tak mam.

Ale kiedy już podróżuję w czasie i w tej przyszłości wspominam poprzedni rok, to jest zupełnie inna perspektywa. Nie skupiam się już tak bardzo na tym, jak nierealne i trudne dla mnie jest bycie tą nową osobą. Skupiam się na tym, żeby “przypomnieć sobie” całą drogę, która doprowadziła mnie do miejsca, w którym obecnie jestem (w tym 2020 r.).

Wiem, wydaje się zagmatwane, ale przez to zagmatwanie oszukuję trochę mój mózg. Bo już nie ma czasu myśleć, czy uda mi się zrealizować mój cel. Całkowicie koncentruje się na tym, żeby “przypomnieć” sobie jak to się stało, że go zrealizowałam.

Taka zmiana perspektywy, to jakby krok dalej w myśleniu o celu w formie dokonanej.

Biorąc pod uwagę, że nasze wspomnienia to nic innego, tylko nasze myśli, często są bardzo mocno zniekształcone, zafałszowane i tak naprawdę nie mamy za bardzo świadomości tego, że mózg najzwyczajniej w świecie robi nas w balona, taka zabawa nie powinna być dla naszej wyobraźni dużym problemem.

Słyszałam kiedyś o badaniu, w którym dorosłym pokazywano ich zdjęcia z dzieciństwa. Pomiędzy prawdziwe zdjęcia wkładano spreparowane zdjęcie, sugerujące, jakoby dana osoba w dzieciństwie leciała z rodzicami balonem, Większość (albo nawet wszyscy, nie pamiętam dokładnie) po obejrzeniu zdjęć opowiadało badaczom, jak cudowne to było przeżycie, byli całkiem pewni, że to było ich własne prawdziwe wspomnienie. Badacze oczywiście wcześniej upewnili się, że żaden z badanych nigdy balonem nie leciał.

Więc dlaczego nie powspominać swojej drogi do milionowych zysków w Twojej firmie, albo do Twojej idealnej wagi?

Ja w grudniu 2018 podsumowuję swój 2019 rok. Nie, nie zwariowałam.

A Twój 2019 rok jak wyglądał? Pamiętasz?

Skomentuj

1 Komentarz

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

5 rzeczy, z których lepiej zrezygnować, jeśli chcesz być szczęśliwa

5 rzeczy, z których lepiej zrezygnować, jeśli chcesz być szczęśliwa

W związku ze zbliżającym się 2019 rokiem snujesz pewnie plany co do tego, co zaczniesz, zrobisz, osiągniesz, zdobędziesz… A co, gdyby tak z czegoś zrezygnować?  Oto moje propozycje.

Spis treści:

  1. Rola ofiary
  2. Myślenie o przeszłości
  3. Porównywanie się z innymi
  4. Ocenianie i krytykowanie
  5. Lęk i czarnowidztwo

Rola ofiary

Jeśli ciągle tkwisz w roli ofiary, jak najszybciej z niej zrezygnuj. Oczywiście, to strasznie trudne, bo zaraz powiesz, że to nie ty, że to inni Cię w tej roli osadzili, że nie da się wyjść z relacji z oprawcą tak po prostu… Wiesz skąd wiem?

Bardzo bliska mi osoba żyje całe swoje życie przyjmując rolę ofiary. Całe życie poświęca się dla innych, rezygnuje ze swoich marzeń, bo inni „nie pozwalają jej” na ich realizację. Oczywiście według niej. Ci „inni” kompletnie nie mają pojęcia, w jaki sposób tak bardzo wpływają na jej życie.

A wiesz, co jest w tej roli ofiary najgorsze? Że jakkolwiek byś się nie poświęcała, jak bardzo byś się nie starała, choćbyś własną krwią obmywała stopy tym wszystkim, którzy Twoim zdaniem tego od Ciebie wymagają, tak naprawdę ani nie robisz im żadnej przysługi, ani nawet oni nigdy tego nie docenią. Bo życie z taką osobą jest niezmiernie trudne.

W ofierze narasta frustracja. Wchodząc w rolę ofiary, wybierasz sobie kata i wybawiciela i na siłę próbujesz inne osoby w tych rolach osadzić. A żadnej z nich nie będzie tam dobrze. Wchodząc w rolę ofiary oskarżasz i obwiniasz innych za to, że Twoje życie nie wygląda tak, jakbyś tego chciała.

Jeśli poważnie myślisz o tym, żeby mieć szczęśliwe życie, weź za siebie odpowiedzialność, zdecyduj, że wszystko w Twoim życiu dzieje się z twojego wyboru, zakończ toksyczne relacje, jeśli w takich tkwisz i poczuj, jak to jest wreszcie decydować o sobie. Czasem będzie potrzebna pomoc specjalisty, jednak nie wahaj się, jeśli tylko masz podejrzenie, że tkwisz w takich niezdrowych układach. Znajdź psychologa, który pomoże Ci się z nich wyplątać.

Myślenie o przeszłości

Szczęście jest teraz. Niezależnie od tego, jaka była Twoja przeszłość (albo raczej, jaka myślisz, że była, bo nasze wspomnienia nie są niczym innym, jak naszymi obecnymi myślami), teraz możesz (i powinnaś) być szczęśliwa.

Wiem, że na pewno doświadczyłaś w życiu wiele. Wiesz skąd wiem? Ja też doświadczyłam. I każda z nas. Jednak nie cierpię, kiedy ktoś mówi do mnie, że wiele przeszłam.

Za każdym razem patrzę na taką osobę ze zdumieniem. W mojej głowie pojawia się ogromny znak zapytania. W takich sytuacjach dopiero zaczynam przypominać sobie te wszystkie złe wydarzenia z przeszłości, o których na co dzień zupełnie nie pamiętam, które zamknęłam już dawno i które dziś nie mają już na mnie negatywnego wpływu. Uważam nawet, ze dały mi siłę, dzięki której dziś mogę więcej. Bo jeśli poradziłam sobie z takimi osobami albo sytuacjami, to poradzę sobie ze wszystkim.

Jednak spotykam sporo osób, które ciągle rozpamiętują złe rzeczy ze swojej przeszłości. Zamiast snuć plany i marzenia, wiecznie wspominają, jak to zostali oszukani, skrzywdzeni, sponiewierani, zdradzeni… Owszem, to straszne, ale czy naprawdę warto tkwić w tym latami? Czy Twój oprawca zasługuje na to, żeby codziennie go wspominać? Czy chcesz dać władzę nad Twoim całym życiem komuś, kto źle Cię potraktował lata temu?

Kiedyś oglądałam wystąpienie na TEDX, gdzie młoda  dziewczyna opowiadała, jak lata wcześniej została porwana, przetrzymywana w lesie, głodzona, bita, gwałcona i torturowana. Udało jej się uciec po kilkunastu miesiącach takiego życia. I postanowiła, że nie pozwoli temu facetowi zepsuć całego jej życia. Zafundował jej koszmarnych kilkanaście miesięcy, jednak ona zdecydowała, że nie pozwoli na więcej. Zamiast żyć wspomnieniami tego, co ją spotkało kolejne kilkanaście czy kilkadziesiąt lat temu (była chyba nastolatką w momencie, kiedy ta historia miała miejsce).

Opowiedziała swoją historię jako przestrogę dla innych, którzy ciągle pozwalają, aby ktoś zepsuł całe ich życie. Pamiętaj więc, że niezależnie ile zła Cię spotkało, zawsze możesz zdecydować, czy chcesz dalej w nim tkwić i rozpamiętywać, czy może czas już się rozstać ze wspomnieniami i zacząć żyć teraz.

Porównywanie się z innymi

Tak długo, jak długo będziesz porównywać się z innymi, Twoje szczęście będzie pod znakiem zapytania. Wiesz skąd wiem, prawda?

Przeszłam bardzo długą drogę do miejsca, w którym jestem obecnie.

Porównywania się z innymi uczą nas już rodzice. Kasia (lat 3), taka mała, a taka grzeczna. Zobacz. A Ty? Ola (lat 4) taka mała, a wcale nie płacze. A zobacz, jak pięknie rysuje. I sprząta swój pokój (jak gdyby rzeczywiście istniało na świecie dziecko, które sprząta swój pokój… a potem się dziwimy, że dzieci wierzą we wróżki, elfy i jednorożce!).

Potem idziemy do szkoły. Dostajemy czwórkę. A co dostały inne dzieci? – pyta mama (z troski, czy czasem od tych dzieci jakoś intelektualnie nie odstajesz!). A co za różnica? (brzmi prawidłowa odpowiedź). Co Cię obchodzą inne dzieci? No ale zaczynają obchodzić. Zaczynamy zastanawiać się, jak wypadamy na tle innych, porównywać, używać słów „lepiej”„gorzej”. I tak już nam zostaje.

A potem trzeba to odkręcać. Znaczy, teoretycznie nie trzeba, ale bardzo polecam, bo sama doświadczyłam fatalnych skutków takiego myślenia. Można zmienić myślenie o sobie z „jestem beznadziejna, nic mi się w życiu nie udaje, inni są lepsi, ładniejsi, sprawniejsi, mądrzejsi” na myślenie „jestem wystarczająca taka, jaka jestem, choć nie idealna, to nie muszę ciągle walczyć o czyjąś aprobatę. Sama akceptuję siebie i nie muszę sobie niczego udowadniać”.

U mnie ta droga trwała 3 „tangowe” lata, bo to dzięki tangu stałam się tak bezczelnie pewna siebie i świadoma swojej wartości.

Ale Twój obraz siebie jest w Twojej głowie i tylko Ty sama możesz mieć wpływ na to, jaki on będzie. Wybierz więc dobrze. Stwórz sobie taki obraz, który będzie Cię wspierał. Jeśli to będzie bezczelna pewność siebie – świetnie!

Ocenianie i krytykowanie

Z pewnością tego nie robisz, ale… okazuje się, że bardzo często robimy to zupełnie nieświadomie. Oceniamy innych, oceniamy też siebie, robimy to odruchowo i poza nasza świadomością. Robimy to nawykowo.

Krytykujemy z kolei zwykle w dobrej wierze. Wydaje nam się, że jeśli skrytykujemy czyjeś zachowanie, sprawimy, że ta osoba się zmieni. Chcemy pomóc. Ostatecznie zwykle sprawiamy komuś przykrość, albo niszczymy naszą z nim relację. Bo osoba krytykowana nic nie może poradzić na to, że naturalną reakcją na to, co właśnie od nas usłyszała jest próba obrony. A pierwsze, co podpowiada mózg, to obrona przez zrzucenie winy na kogoś innego, a przy okazji skrytykowanie krytykanta (w sumie słusznie, bo mu się należy).

Taka osoba zapamięta nam czasem na lata to, jak źle się przez nas czuła. Nie krytykuj więc, jeśli chcesz żyć w zdrowych relacjach z otoczeniem.

Lęk i czarnowidztwo

Jeśli napiszę, że naprawdę nie masz czego się bać, pewnie mi nie uwierzysz. Ale jeśli przyjrzysz się bliżej temu, czego się boisz, prawdopodobnie sama w końcu dojdziesz do takiego wniosku.

Nasz mózg wygenerował bardzo sprawny mechanizm, który ma chronić nas przed niebezpieczeństwem. Strach.

Widzimy niedźwiedzia i uciekamy. Ale czasem wystarczy, że usłyszymy szelest (nie wiadomo, czy to niedźwiedź szeleści, czy sarenka) i nasza reakcja jest dokładnie taka sama. Są też tacy, co w ogóle nie potrzebują niedźwiedzia, ani nawet szelestu, żeby panicznie się bać.

Wystarczy myśl o wystąpieniu przed 100 osób, albo rozmowie z klientem, czy też nawet myśl o założeniu własnego, wymarzonego biznesu i porzuceniu pracy na etacie. Wszystko przez naszą bujną wyobraźnię, która uwielbia wymyślać czarne scenariusze, że świat się skończy, jeśli coś pójdzie nie tak. Jeśli nie pracujesz jako saper, Twoja pomyłka najprawdopodobniej nie będzie ani tragiczna w skutkach, ani ostatnia w Twoim życiu.

Lęk powstrzymuje Cię nie tylko przed wpadaniem na rozwścieczone niedźwiedzie, ale zwykle również przed spełnieniem Twoich marzeń. Boisz się zaryzykować, często całymi miesiącami rozważasz wszelkie możliwości, tracisz mnóstwo czasu na podejmowanie decyzji, które można podjąć w kilka minut.

Jeśli przyłapiesz się  na tym, że nie realizujesz czegoś, co jest dla Ciebie ważne tylko dlatego, że się boisz, zastanów się, jak będziesz się czuła z tym za 5, czy 10 lat od dziś. Jeśli nic nie zrobisz, czy będzie Ci z tym dobrze w przyszłości. Jeśli tak, możesz ten temat odpuścić, ale założę się, że masz sporo spraw, które jednak chciałabyś zrealizować, ale się boisz.

 

To moja lista rzeczy, z których uważam, ze naprawdę warto zrezygnować. Ponieważ sama jestem obecnie w fazie „sprzątania” życia, porządkowania i odgracania spraw, możesz spodziewać się w najbliższym czasie jeszcze przynajmniej kilku podobnych artykułów. Uważam, że trzeba czasem sporo uprzątnąć, żeby zrobić miejsce dla nowego.

A czego Ty chcesz się pozbyć już dziś? Z czego zrezygnujesz najpierw?

Do poczytania:

 

Skomentuj

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *