Jak efektywnie pracować z domu i nie zwariować? „Ważne jest zachowanie pewnych rutyn”

Jak efektywnie pracować z domu i nie zwariować? „Ważne jest zachowanie pewnych rutyn”

– Wiele osób nie wyobraża sobie powrotu do biura w takim samym wymiarze godzin jak przed COVID-19 – mówi psycholog Patryk Wójcik. W jego opinii Polacy chcą pracować zdalnie, ale taki rodzaj pracy wymaga zmian, nie tylko prawnych, ale przede wszystkim na poziomie społecznym.

Cezary Bronszkowski: Praca zdalna w ostatnich miesiącach stała się dla wielu Polaków normą. Czy taki stan się utrzyma? Jak długo? A może wrócimy do „klasycznego” modelu pracy w biurze?

Patryk Wójcik: To bardzo ciekawe pytanie, choć ja zastanawiałbym się bardziej, czy kiedykolwiek wrócimy do wrócimy do „klasycznego” modelu pracy w biurze, który znaliśmy do tej pory. Wydaje mi się raczej, że jesteśmy w momencie przełomowym. Pracownicy (wielu z nich nigdy wcześniej nie próbowało modelu zdalnego) docenili pracę zdalną. Podobnie i pracodawcy zauważyli, że mogą dzięki pracy zdalnej poczynić spore oszczędności. To zmieni świat biznesu. Oczywiście nie we wszystkich przypadkach, ponieważ sam znam pracowników, którzy z niecierpliwością czekają na powrót do biur. Problem w tym, że ich biura i praca może już nie być taka sama jak przed COVID-19.

Znam sytuacje handlowców, którzy za spadek swoich efektów obwiniali szefa, który kazał im pracować zdalnie i nie pozwalał jeździć do klientów. Ci handlowcy ciągle powtarzali (na szkoleniu i podczas konsultacji), że jak tylko szef pozwoli, to oni wrócą do biura i do spotkań z klientami, no i oczywiście wszystko nadrobią. Sytuacja się zmieniła, szef otworzył biuro i pozwolił jeździć handlowcom na spotkania do klientów. Handlowcy byli zadowoleni i już mieli ruszać pełną parą, a nagle się okazało, że większość ich klientów boi się spotkań i duża część z nich odkłada spotkania na koniec września (i to też jeszcze nie jest pewne). Tak więc handlowcy są tym razem zmuszeni do pracy zdalnej przez klientów i stracili swoją główną wymówkę. Tą wymówką zasłaniali się przez ostatnie tygodnie i tak naprawdę stali w miejscu, nie rozwijali swoich umiejętności sprzedażowych w modelu zdalnym (obwiniali szefa), a teraz są zmuszeni się tego wszystkiego uczyć. Do tego mają świadomość, że ich konkurencja nie popełniła tego błędu i już przez ostatnie tygodnie wypracowała wiele procedur, które ułatwiają zdalne rozmowy z klientem. Tak więc wiele firm przegapiło swój moment na naukę, bo myślały o powrocie do tego co znane, a okazało się, że całe otoczenie biznesowe się zmienia.

Wiele osób nie wyobraża sobie powrotu do biura w takim samym wymiarze godzin jak przed COVID-19. Dlatego nie chciałbym mówić jak długo się ten stan utrzyma, ale raczej skupiłbym się na tym, jak ta sytuacja zmieni nasze firmy. Oczywiście nie wszyscy przejdą na model zdalnej pracy, ale za to wiele firm myśli o wprowadzeniu modelu mieszanego (kilka dni pracy biurowej, kilka dni pracy zdalnej). Rozpowszechnienie się modelu mieszanego wydaje mi się najbardziej prawdopodobne.

Mówi się, że elastyczność i łatwość dostosowania do nowych warunków zewnętrznych, to główne cechy determinujące sukces w XXI wieku. Dlatego obecna sytuacja będzie dużym sprawdzianem dla wielu firm właśnie pod kontem elastyczności. Ci którzy się buntują i czekają na „powrót do normalności” mogą się tego nigdy nie doczekać. Nikt nie może nam obiecać, że jesienią scenariusz z zamknięciem firm się nie powtórzy. Sam mam wielu klientów, którzy przygotowują się na taki scenariusz, bo wiedzą, jak dużo stresu kosztowała ich ta sytuacja w tym roku i jak dużo musieli poświęcić, aby odnaleźć się w tych warunkach. Firmy, które wyciągnęły wnioski z tej smutnej i trudnej lekcji, będą dużo lepiej przygotowane na podobne scenariusze w przyszłości. Jeżeli miałbym prognozować, co będzie jedną z kluczowych przewag konkurencyjnych, to byłaby to właśnie umiejętność analizy i wyciąganie wniosków na podstawie własnych błędów. Zapłaciliśmy słoną lekcję związaną z COVID-19, jednak wielu przedsiębiorców nadal tego nie rozumie i nie docenia analizy całej sytuacji. Oni chcieliby już wrócić do „roboty” i zapomnieć, a tak się nie da.

Mimo to, obserwujemy powolny powrót do sytuacji sprzed rozpoczęcia pandemii. Większość firm wróciła do biur, fabryki i magazyny prężnie działają. Czy to nie jest zbytni optymizm ze strony pracodawców? W końcu wciąż mamy w Polsce stan zagrożenia epidemicznego. A może to presja? Jak sam Pan powiedział, część pracowników, sam znam takie osoby, nie była zadowolona z pracy w domu.

Tak, możemy tu mówić o presji. Wielu pracowników nie odnalazło się w pracy zdalnej. Zbytni optymizm jest niebezpieczny, jeżeli zapomnimy o wszystkich zasadach związanych z zachowaniem środków ostrożności. Są firmy, które trzymają się zasad i widać, jak wiele się zmieniło po powrocie do pracy. Są jednak firmy (niestety), które trochę udają, że nic się nie wydarzyło. To mnie właśnie martwi, bo zagrożenie ciągle jest obecne i nie można go ignorować. Nie można też się tego bać. Jesteśmy raczej w sytuacji, w której musimy nauczyć się żyć z tym zagrożeniem. Ale nauczyć się żyć oznacza, że musimy wyciągnąć wnioski i podejść świadomie do problemu, a nie udawać, że on nie istnieje.

Sam mam kilku klientów, którzy obecnie pracują nad scenariuszami awaryjnymi, które mogłyby im pomóc w momencie, kiedy jesienią mielibyśmy powtórkę. Takie osoby mają świadomość, że na obecną sytuację nie były zupełnie przygotowane i nie chcą powtórzyć tego błędu. Jednak ile jest takich firm? Moim zdaniem byt mało. Wróciliśmy do spraw bieżących, wiele firm goni za targetami i próbują nadrobić stracone tygodnie. Jednak w ten sposób tracą z oczu coś bardzo cennego, czyli nie wyciągają wniosków z lekcji, za którą i tak bardzo dużo zapłacili. Prognozuję, że jeżeli sytuacja powtórzy się na jesień, to wiele firm dopiero na skraju upadłości zobaczy swój błąd. Optymizm jest ważny, musimy jakość żyć i wrócić do normalności, ale nie może to się odbywać kosztem wniosków, które powinniśmy wyciągnąć.

Szansa, że jesienią wrócimy do pracy zdalnej jest wysoka. Nie każdy jest z tego zadowolony. Jak zwalczyć niechęć do pracy z domu? Jak sprawić, by, choć brzmi to dość kuriozalnie, czuć się we własnym domu jak w pracy, a nie jak w domu?

Na takie pytanie zawsze mam podobną odpowiedź, ludzie boją się tego czego nie rozumieją, nie znają i w czym nie potrafią się odnaleźć. Tak jest właśnie z niechęcią do pracy zdalnej. Większość pracowników nie ma doświadczenia, jak pracować z domu skutecznie i efektywnie. Niektóre firmy to zauważają i inwestują w edukacje. Jednak większość firm idzie dalej i nie zastanawia się co będzie na jesień, a to nie jest dobre rozwiązanie.

Nad pytaniem o to, jak czuć się we własnym domu jak w pracy, a nie jak w domu, długo się zastanawialiśmy. W końcu odpowiedź okazała się oczywista i dlatego w naszej książce „Jak pracować zdalnie i nie zwariować” użyliśmy przykładów ze świata sportu. Dokładnie chodzi o rutyny przedstartowe, które pomagają sportowcowi wejść w odpowiedni stan koncentracji albo rozluźnienia. My też potrzebujemy takich rutyn, które ułatwią nam wejście w tryb pracy, ale również pomogą nam zmienić tryb pracy na tryb odpoczynku. Jeżeli pracujemy i odpoczywamy w tym samym miejscu, to wszystko może się nam pomieszać i będziemy mieli poczucie, że ciągle jesteśmy w pracy. To bardzo niebezpieczne zjawisko. Dlatego warto wypracować sobie własną rutynę, która będzie nam przypominała o tym w jakim trybie właśnie się znajdujemy. Taką rutyną dawniej było wyjście do biura i powrót do domu, to było oczywiste gdzie pracujemy, a gdzie odpoczywamy. Teraz granice się zacierają, więc sami musimy znaleźć sposób, aby je wyraźnie zaznaczyć.

Ale jak wejść w tę rutynę? Jak zmusić się do normalnej pracy, gdy można przez cały dzień pracować w szlafroku, w dowolnej chwili wyjść na zakupy i wrócić do swoich obowiązków czy odpisać na maila z własnej łazienki bez skrępowania?

No właśnie i tu zaczynają się problemy z organizacją własnego dnia pracy. Praca zdalna daje nam dużą elastyczność, ale to nie znaczy, że powinniśmy cały dzień spędzić w piżamie. Zdecydowanie to odradzam, ponieważ w ten sposób bardzo szybko wprowadzimy organizm w stan ogólnego rozchwiania i sami nie będziemy wiedzieć kiedy pracujemy, a kiedy mamy czas na odpoczynek, to zacznie się ze sobą mieszać i mogą pojawić się problemy. Dlatego zachęcam do zachowania konkretnych ram, które ułatwią nam wejście w tryb pracy. Wiele osób pracujących zdalnie ma swoje poranne rytuały. Niektórzy jedzą śniadanie o tej samej porze albo piją poranną kawę tak samo, jak pili ją do tej pory w biurze. Ramy, regularność i powtarzalność – to są klucze do zachowania właściwej równowagi w życiu.

Znam osoby, które nawet pracując zdalnie, przygotowują się do pracy w odpowiedni sposób, czyli zakładają wyprasowane ubrania, układają włosy itd. Chodzi o to, aby dać samemu sobie wyraźny znak, że wchodzimy w tryb pracy. Wydaje się to sztuczne? Wiele osób może tak powiedzieć, ale jeżeli ktoś pracuje od dłuższego czasu zdalnie, to wie jak ważne jest zachowanie pewnych rutyn, które budują naszą samoocenę. Zupełnie inaczej pracuje się w piżamie, a inaczej w wyprasowanej koszuli. Niektórzy zachłysnęli się wręcz możliwościami całodniowego chodzenia w szlafroku, jednak wystarczy jedno niespodziewane spotkanie z użyciem kamerki internetowej i już u takich osób pojawia się stres. Warto pamiętać, że po pracy powinniśmy również mieć rytuał, który pokazuje nam, że właśnie skończyliśmy pracę, nawet jeżeli przez resztę dnia przebywamy w tym samym pomieszczeniu. Przykładowo może to być uporządkowanie swojego domowego biura, schowanie biurka przenośnego albo ułożenie listy zadań na kolejny dzień.

Znam też osoby, które wychodzą na krótki spacer, aby dać swojemu organizmowi znać, że kończą pracę, a robią tak, bo przyzwyczaili się do takich spacerów z biura do domu. Tu nie ma żadnej magii, chodzi o to, aby poznać własne potrzeby i świadomie zaplanować sobie przełączanie między trybem pracy i odpoczynku. Osoby, które działają w taki sposób, podchodzą do pracy zdalnej długodystansowo. Natomiast osoby, które zdają się na przypadek i są reaktywne w trakcie swojego dnia, bardzo szybko wypalą się podczas pracy zdalnej.

A jak sobie poradzić ze swoistą klaustrofobią. Pracujemy, robimy posiłki, odpoczywamy – wszystko to 24 godziny na dobę. Szczególny problem mają single, którzy mieszkają w małych, ciasnych kawalerkach we wieżowcach. Jak nie zwariować siedząc 2 tygodnie samemu w tak małej przestrzeni. Nasze mieszkanie, w pewnym sensie, staje się naszym więzieniem.

To bardzo ciekawe pytanie. Zacznę jednak od pewnej historii, którą dobrze znam. Współpracuję z psychologiem sportu, który opowiadał mi w jak trudnej sytuacji psychicznej są sportowcy, którzy zostali uwięzieni w swoich mieszkaniach lub domach. Do tej pory główną cześć ich życia stanowiły treningi, zgrupowania, wyjazdy na zawody. W domach byli gośćmi, więc ich kontakt był intensywny i tak było dobrze dla wszystkich. Jednak teraz zostali zmuszeni do przebywania w domu, nie mogą zachować swojego rytmu treningowego i pojawia się u nich irytacja. Dodatkowo intensywny kontakt z rodziną zmienił się w codzienność, która dla wielu z nich się przeciąga.

Tak więc widzimy, że nie tylko single mają problem z obecną sytuacją, ale również osoby, które do tej pory mogłoby się wydawać, żyły w szczęśliwych związkach (rodzinach). Przyczyną tego kryzysu i tych trudności jest stres, który pojawił się na skutek nagłego wywrócenia naszego życia do góry nogami. Najbardziej odczuwają to osoby, które musiały nagle zmienić styl życia.

Tak więc nie wrzucałbym wszystkich singlów do jednego worka. Znam osoby, które mają bardziej introwertyczną osobowość i dla nich nie było wielkim problemem dostosowanie się do nowych warunków. Dla ta nowa sytuacja była dużo bliższa do codzienności, niż dla singli o usposobieniu ekstrawertycznym, którzy czerpią radość z życia w otoczeniu innych ludzi. Tak więc problem pojawia się wtedy, gdy nasze standardowe zachowania różnią się od tego, do czego byliśmy zmuszeni się dostosować w sytuacji związanej z COVID-19.

Jest jednak dla nas szansa. Istnieje coś takiego, co nazywam „syndromem pracy wakacyjnej”. To zjawisko polega na tym, że wiele osób jest w stanie poświęcić swój czas w wakacje i podjąć jakąś bardzo ciężką (często fizyczną pracę), aby zarobić większe pieniądze. To cała rzesza pracowników sezonowych, którzy wyjeżdżali na zachód, aby zarobić na studia, rozkręcenie firmy, czy budowę domu. W „syndromie pracy wakacyjnej” chodzi o to, że takie osoby mają świadomość, że ta ciężka praca ma swój koniec. Nie ma większego znaczenia, czy wyjeżdżają na miesiąc, dwa, czy trzy miesiące, bo znają dokładny termin końca tej harówki.

Podobnie może być w przypadku z COVID-19, czyli osoby, które będą wierzyły w to, że jest to sytuacja przejściowa, będą sobie radzili dużo lepiej niż osoby, które ogarnie poczucie beznadziei i będą coraz bardziej wierzyły w to, że ta sytuacja długo nie wróci do normy. Dlatego jeżeli chcemy sobie poradzić od strony mentalnej, powinniśmy świadomie kierować swoimi myślami tak, abyśmy mieli poczucie, że jest to tylko sytuacja przejściowa i chwilowa. Dlatego nie ma sensu śledzić nałogowo informacji z mediów. Nie ma sensu podsycać swojego strachu, bo wpłynie to na naszą mentalność. Dla osób, które chcą dostrzec światełko w tunelu polecam książkę „Dawid i Goliat. Jak skazani na niepowodzenie mogą pokonać gigantów” Malcolma Gladwella, w której znajdziemy masę przykładów z historii, gdzie ludzie radzili sobie z dużo trudniejszymi problemami. Jest takie określenie w obszarze technologicznym „Garbage In, Garbage Out”, które idealnie oddaje nasze obecne położenie, czyli jeżeli karmimy się negatywnymi informacjami i podsycamy swój strach, to będziemy czuli się coraz gorzej i dopadnie nas beznadzieja i poczucie braku wpływu na życie.

Dlatego moja rada jest prosta, ale niekoniecznie łatwa do wdrożenia w praktykę. Chodzi o to, aby wykorzystać ten czas na świadome myślenie o sowim życiu, własnych marzeniach i celach. Potraktujmy to jako czas pauzy podczas meczu, gdzie musimy zaplanować kolejny atak na bramkę przeciwnika. W ten sposób lepiej odnajdziemy się w tej nowej rzeczywistości.

Pomówmy chwilę o tych sportowcach, ale w odniesieniu do „zwykłych” ludzi. Modelowy dzień z życia polskiej rodziny wygląda tak: dzieci idą do szkoły, rodzice idą do pracy i wszyscy spotykają się ze sobą po 15, dzieci odrabiają lekcje, później zajmują się sobą. Rodzice również mają swoje sprawy. Tak jak Pan powiedział – pandemia to wszystko odwróciła. Cała rodzina jest ze sobą 24/7 przez kilka tygodni. Czy taka intensywność nie psuje zdrowych relacji? Gdzie tu miejsce na prywatność i mentalny odpoczynek? Jak na 50 m2 znaleźć miejsce dla wszystkich?

– Zdecydowanie jest to trudna sytuacja. Jednak lepiej radzą sobie w niej osoby, które wierzą, że jest to tylko problem przejściowy. Gorzej radzą sobie rodziny, które załamują ręce i wpadają w poczucie beznadziei, które przejawia się ciągłym powracaniem do myśli w stylu „to się nigdy nie skończy”. Został całkowicie zaburzony rytm dobowy Polaków, dlatego warto ustalić nowe zasady i obowiązki każdego członka rodziny. Może się to wydawać sztuczne, że niby mamy zebrać się z partnerem lub partnerką i dziećmi przy stole i spisać jakieś zasady. Jakkolwiek to nie wygląda, to naprawdę działa.

Chodzi o to, że samo szczere porozmawianie z domownikami o potrzebach i trudnościach sytuacji, może pomoc nam wszystkim lepiej sobie z tym radzić. Wielu rodziców udaje przed dziećmi, że nic się nie stało, a dzieci czują, że to nieprawda, dlatego testują granice. Jak rodzic powie, że tata, czy mama mają trudny okres w pracy i potrzebują wsparcia, abyśmy mogli sobie razem z tym poradzić… Taka rozmowa może pomoc naszym dzieciom zrozumieć sytuacje. Najgorsze jest zaciskanie zębów i próba udawania, że wszystko jest ok. To nie działa, ponieważ dzieci są bardzo wyczulone na emocje i trzeba pomóc im je rozumieć. Taka intensywność kontaktów z bliskimi nie jest naturalna, dlatego potrzebne są nam nowe reguły.

To tak jak niektóre firmy mają procedury na czas kryzysu, tak też powinno być w naszym domu. Chodzi o to, aby wszyscy domownicy mieli poczucie, że ich potrzeby są ważne, ale do niektórych niedogodności musimy się dostosować i je zaakceptować. Przykładowo chodzi tu o spokojną pracę rodziców, która i tak już jest dużym powodem do stresu, a jak dziecko dodatkowo próbuje zwrócić na siebie uwagę, to pojawia się dodatkowy stres, frustracja, a nawet złość. Dlatego jestem za szczerą rozmową, ustaleniem nowych zasad na czas kryzysu (aby ciągle podkreślać, że to tylko zasady tymczasowe). Trzeba po prostu uświadomić całej rodzinie, że jedziemy na tym samym wózku i musimy się wspierać.

50 m2 to dla wielu osób luksus, wystarczy spojrzeć na małe mieszkanka 28 czy 30 m2, w których małżeństwo mieszka z dzieckiem lub dziećmi. Znam takie przypadki. Dopóki model życia był standardowy, tak jak Pan powiedział, każdy miał swoją rolę i tylko spędzaliśmy pewną ilość czasu wspólnie, to dało się wytrzymać. Teraz widać, że wiele osób sobie z tym nie radzi i zaczynają myśleć o zmianie. Jestem pewien, że duża część rodzin zmieni swoją koncepcję życia po COVID-19, widać to po stale rosnącym zainteresowaniu działkami poza miastem. Znam osobiście wiele przypadków, w których koronawirus pokazał rodzinom, że życie w mieście nie jest dla nich. To się jednak nie stanie od razu, będzie to transformacja rozłożona w czasie, ale jestem pewien, że zaszły pewne zmiany w głowach ludzi, których nie da się już odwrócić. Wiele osób pierwszy raz od lat miało chwilę, żeby się zatrzymać i pomyśleć nad swoim życiem. Proszę mi uwierzyć, że często nie były to pozytywne myśli. Tak właśnie daliśmy się zapędzić w kołowrotku codzienności.

„Ponad 5 mln Polaków pracowało z domu przez internet. Chcę, aby przepisy umożliwiające pracę zdalną zostały nie tylko do września, jak to było wpisane w pierwszej tarczy. Chcę, aby to elastyczne rozwiązanie zostało wpisane do Kodeksu Pracy” – powiedział na początku lipca prezydent Andrzej Duda. Co Pan o tym sądzi? To będzie ważna zmiana? I czy w ogóle dojdzie do niej dojdzie?

Jestem pewny, że zmiana w Kodeksie Pracy jest nieunikniona. Dla mnie jednak ważne jest to, że w końcu zaczęliśmy na poważnie mówić o pracy w modelu zdalnym. Wcześniej był to temat traktowany bardzo pobieżnie i często z przymrożeniem oka. Pracowali w ten sposób tylko nieliczni, często osoby, które potrafiły wywalczyć sobie taką możliwość. Jednak wielu współpracowników i szefów nie traktowało tej sytuacji na poważnie. Ale kiedy całe masy pracowników zaczęły pracować zdalnie, firmy zaczęły dostrzegać korzyści, z których trudno będzie zrezygnować.

Znam przykłady firm, które chcą zmniejszyć swoją przestrzeń biurową o połowę albo nawet o 2/3 i chcą wprowadzić system rotacyjny (lub zwany również hybrydowym), gdzie łączy się pracę zdalną z pracą biurową i pracownicy wymieniają się w biurze. Jednak bardzo ważne jest zapewnienie pracownikom odpowiednich warunków pracy. Trochę czuję, że firmy zachłysnęły się możliwościami pracy zdalnej głównie ze względu na oszczędności – w końcu to pracownik płaci za prąd, wodę, kawę i umeblowanie. A przecież tak nie powinno być… Tu potrzebne są zmiany, aby firma inwestowała w pracownika zdalnego, który musi mieć odpowiednie warunki do pracy. Jednak do tego jeszcze długa droga, pierwsze będą regulacje prawne, ale kluczowe będą dobre praktyki firm, które dzięki elastyczności będą chciały przyciągnąć najlepszych pracowników. Właśnie takie elastyczne podejście do pracy ma być nowym wabikiem na najlepszych pracowników w branży technologicznej, co od dawna prognozuje już Bill Gates. Niestety zanim ta sytuacja się wyklaruje, możemy obserwować sporo nadużyć w obszarze relacji między pracodawcami i pracownikami. Właśnie dlatego warto wspierać edukację obu strony w tym zakresie. Bo praca zdalna to nie tylko nowe korzyści, ale również nowe obowiązki, o których warto mówić wyraźnie i głośno.

Jak powinna wyglądać modelowa praca zdalna? Załóżmy, że firma przenosi się do mniejszego biura, bo większość pracowników pracuje zdalnie. Należy im podnieść wynagrodzenie? Sam Pan powiedział, że to oni będą ponosić takie koszty jak woda czy prąd. Pracodawca zaś zaoszczędzi na wynajmie biura. Jak znaleźć złoty środek?

Znalezienie złotego środka nie jest łatwe, bo wiele firm ma problem z transparentnością. Działamy trochę w oparciu o wiele niepisanych zasad i w końcu trzeba to zmienić. Jeżeli będzie przestrzeń do otwartej i szczerej rozmowy między pracodawcami i pracownikami, to jest szansa znaleźć kompromis. Jednak ja boję się o tą otwartość, której nadal w polskim biznesie brakuje.

Modelowa praca zdalna na pewno nie jest z góry narzucana i projektowana przez jedną osobę. Nie może być tak, że teraz szef, menadżer lub ktoś z HR ustali zasady i będzie chciał je wprowadzić do całej firmy. To się nie przyjmie. Chodzi tu o wypracowanie modelowych zasad działania, które będą sprawdzały się dla danej firmy. Oczywiście są dobre praktyki, które mogą sprawdzić się w różnych firmach, ale są one zbyt ogólne i zawsze trzeba odnieść je do konkretnego biznesu.

Mówiąc najprościej, to sami zainteresowani, czyli zarządzający oraz pracownicy muszą wypracować nowy modelowy sposób działania pracy zdalnej. Kiedy myślę o takim idealnym modelu pracy zdalnej, przypominają mi się historie związane z przygotowywaniem strategii firmowej. Firmy otwarte i wyedukowane, zapraszały do pisania swoich pracowników i wspólnie realizowali ten proces. W firmach, którym otwartości brakowało, strategia była narzucana przez właściciela albo była wręcz gotowa kupowana od firmy doradczej, co oczywiście skutkowało tym, że nikt się nie utożsamiał ze strategią firmową. Tak samo będzie w projektowaniu pracy zdalnej, gdzie otwarte (i odważne) firmy po prostu przejdą ten proces wspólnie wewnątrz i wypracują zasady, które będą dopracowywane. To również jest ważna kwestia, nie da się przygotować idealnego modelu od razu, to zadanie na dłuższy czas, czyli taki idealny model jest zawsze testowany w praktyce, a później jest dostosowywany. Ten proces może być długi, dlatego warto zaangażować w to wszystkich pracowników, bo to w końcu temat, który będzie ich dotyczył.

Dziękuję bardzo za rozmowę i objaśnienie naszym Czytelnikom problemów i rozwiązań związanych z pracą zdalną.

Patryk Wójcik – psycholog i konsultant biznesowy, absolwent psychologii klinicznej na Uniwersytecie SWPS w Warszawie. Twórca bloga Architektura Sukcesu (architekturasukcesu.pl), na którym porusza tematy związane z psychologią, budowaniem szczęśliwych związków i poprawą jakości życia.

Fot. arch. prywatne

 

Skomentuj

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *